czwartek, 19 listopada 2015

Wyspa Mainau

Na początku mocno się zawiodłam, pogoda nie pomagała, bo było szaro-buro. I zasadniczo stan mojego zadowolenia się utrzymywał, bo zwiedzaliśmy ze złej strony. Dobrze o tyle, że nie miałam oczekiwań i jak dotarliśmy wreszcie do ładnej części to się można było zachwycić. Kwiaty, mnóstwo kwiatów, mimo iż był to już koniec października.

Po drodze były jeszcze jakieś ptaki z kwiatów, ale nic ciekawego. Dużo flag, wraz z ciekawostko-quizem. 

Wyspa Mainau jest własnością korony szwedzkiej. Wejście jest potwornie drogie, ale dla nowych obywateli miasta Konstanz (jestem!) za darmo. Cóż, być może to tak finansują swój system socjalny ;)

Na terenie znajduje się motylarnia. Są też oczywiście restauracje, kawiarnie, jakieś budynki mieszkalne (niewiele, do 2004 zamieszkiwał tu szwedzki książę) i kościół. 











Jak wyspa to i woda - Jezioro Bodeńskie, jak zawsze w formie.


Monachium - jedzenie

Tak naprawdę w Monachium chodziło o jedzenie. Przemknęłyśmy przez stare miasto, żeby dotrzeć do Viktualienmarkt i napatrzeć się na te dobrodziejstwa. 


Ze względu na porę roku, na głównych uliczkach stoi wiele wózków sprzedających gorące Maroni (kasztany jadalne) oraz osobne wózki dla sprzedawców orzechów zatopionych w cukrze. Spróbowałam kasztanów pierwszy raz w życiu i kompletnie mnie nie urzekły. Najbliżej im w smaku do fasoli "Jaś" (ale były bez masła, więc przegrywają) ze słodkim posmakiem (tym bardziej).




Wystawy na Viktualienmarkt. Mięso na wystawie jest prawdziwe, a w rzędzie było co najmniej 5 sklepów o podobnym asortymencie (i wystawach...).


Sklep z miodem


I gorący miód pitny. Nawet mnie smakował!


To zielone to też ser.




I niemiecki Ordnung wszędzie! Nieprawda z tym porządkiem i punktualnością. Niemiecki odpowiednik Polskiego Busa nagminnie się spóźnia i robi różne inne nieprzyjemności. Ale owocki poukładane były wzorcowo.


Tłumu na zdjeciach nie widać, ale plac był nabity, a w kolejce po wursta (kiełbaskę) z Honigsenf (słodka, miodowa musztarda) i Brezel (precel) trzeba było swoje odstać. Butterbrezel (precel posmarowany w środku grubą warstwą masła, masło - słabość od zawsze na zawsze) to moje główne źródło węglowodanów, comfy food i ogólnie miłość. 


Zdjęcie bonusowe dla Mamy zrobiła Martynka.Ślę pozdrowienia.

Jeden dzień w Monachium


Do Monachium wybrałyśmy się 31 października. Oto, co działo się wówczas na wystawach sklepowych. (Tymczasem 1. listopada w Konstancji, mimo święta, mimo pozamykanych restauracji (nie wszystkich) - można było zobaczyć ludzi rozwieszających świąteczne dekoracje w sklepach!)
Wielkiego szału ze zniczami nie zauważyłam, ale święta są już dawno, można zacząć kupować.



Nie najszczęśliwsze zdjęcia architektury niestety. Poniżej ratusz na Marienplatz.





Działo się jakieś przedstawienie, zebrał się tłum, a figurki na wieży się ruszały, jednakże było to mało porywające.



Plac Teatralny:


Sklep z figurkami i grami drewnianymi, cuda!





BONUS: Normalnie nie robię zdjęć w muzeach (mimo iż było wolno), ale musiałam uchwycić XV-wiecznego Putina. W rzeczywistości to kardynał Karl II von Bourbon (mianowany arcybiskupem w wieku lat 10).


Pinakotheki mają zachwycające zbiory, a w niedzielę tylko za 1 euro.